Najpierw egzamin, potem nauka jazdyZamiast 30. godzin obowiązkowych i nudnych wykładów z przepisów ruchu drogowego – nauka kodeksu w domu, a potem egzamin teoretyczny. Dopiero po jego zaliczeniu praktyczna nauka jazdy. Takie rozwiązanie zakłada powstajaca w Ministerstwie Infrastruktury ustawa o kierujących pojazdami. Projekt ma trafić do Sejmu w pierwszym półroczu.
Ubieganie się o prawo jazdy kategorii B (tzw. amatorskie, czyli najpopularniejsze) będzie nieco łatwiejsze już od 1 marca dzięki rozporządzeniu ministra infrastruktury, zmieniającemu regulamin egzaminu. Zostanie skrócony czas jazdy po mieście podczas egzaminu z 40 do 25 min. Uproszczona będzie też pierwsza część egzaminu. Do tej pory kursant musiał w aucie pokazać światła, klakson, wlew paliwa, oleju itp. Po zmianach będzie losował zestaw pytań, a do wskazania będą tylko dwa elementy.
Choć kandydaci na kierowców nowości te przyjmują z zadowoleniem, to wielu z nich uważa, że zmienić się powinien sam system szkolenia. Teraz kandydat na kierowcę musi w autoszkole zaliczyć 30 godz. obowiązkowych wykładów z teorii oraz 30 godz. jazd z instruktorem.
Maciej Grabowski, który niedawno odebrał prawo jazdy, uczył się sam, a testy ściągnął z internetu. Twierdzi, że wykłady w szkole jazdy to strata czasu i pieniędzy. – By zaliczyć teorię wystarczy podręcznik dla kierowcy i testy. Dodatkowe tłumaczenia nie są potrzebne – uważa Grabowski. – Powinno się zlikwidować obowiązkowe wykłady teoretyczne – dodaje.
– Podobna zmiana jest już w nowej ustawie o kierujących pojazdami, która w drugim kwartale trafi pod obrady Sejmu – uspokaja Jakub Dąbrowski, rzecznik ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Projekt przewiduje, że kandydat na kierowcę będzie się uczył teorii sam przez internet, potem będzie musiał zaliczyć wewnętrzny egzamin w szkole jazdy i dopiero trafi do Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego na sprawdzian państwowy – dodaje Dąbrowski.
Ustawa może wejść w życie najwcześniej jesienią. Dlatego dyrektor łódzkiego WORD Zbigniew Skowroński uważa, że zmianę trzeba wprowadzić znacznie wcześniej. Jego zdaniem nowe zasady mogłyby się znaleźć już w rozporządzeniu, nad którym prace właśnie kończy resort infrastruktury. – Pora skończyć z fikcją i ułatwić życie kandydatom na kierowców. Mam sygnały, że wykłady z teorii w szkołach jazdy są nudne, kursanci ziewają, a przepisów i tak uczą się w domu – mówi.
Skowroński się obawia, że prace nad ustawą będą się przeciągały w nieskończoność, dlatego wysłał w tej sprawie pisma do ministra Cezarego Grabarczyka, a także do wybranych parlamentarzystów.
Krzysztof Kwiatkowski, senator Platformy Obywatelskiej, uważa postulowane zmiany za słuszne. Ale zanim zacznie lobbować w tej sprawie, chce zasięgnąć opinii ekspertów. Szkoły jazdy pomysł komentują ostrożnie, ale ze wskazaniem na „nie”. Właściciele autoszkół uważają, że mechaniczne rozwiązywanie testów to jedno, a rzeczywista nauka zasad ruchu drogowego – zupełnie co innego.
Ryszard Górecki, właściciel łódzkiej szkoły nauki jazdy, uważa, że zajęcia teoretyczne są potrzebne. – Nie chodzi o tworzenie papierowych kierowców, tylko takich, którzy będą umieli zareagować na drodze w określonej sytuacji – mówi. Olga Stańczyk z warszawskiej autoszkoły jest podobnego zdania. Samodzielną naukę przez internet porównuje do takich samych lekcji języka obcego: bez konsultacji nie da się dobrze opanować przepisów ruchu drogowego.
O swoich stratach szkoły jazdy mówią niechętnie. Ryszard Górecki twierdzi, że u niego szkolenie teoretyczne jest prawie gratis: kurs kosztuje niecałe 1,3 tys. zł, a godzina jazdy 40 zł, czyli teoria kosztuje 100 zł. Właściciel jednej z poznańskich szkół nauki jazdy szacuje, że na likwidacji wykładów straci około 300 zł od osoby.
Także szefowie WORD-ów są ostrożni. Paweł Bejda ze skierniewickiego ośrodka jest zwolennikiem teorii na wykładach. Argumenty: chodzi o wyjaśnienia, a nie mechaniczne wkuwanie formułek.
Źródło: motofakty.pl (19-01-2009) Dodaj komentarz do artykułu Zobacz wysztkie komentarze grandepunto Jak można tak nieodpowiedzialne rzeczy próbować wprowadzać!!!!! Po co teoria ano po to , żeby nauczyć myślenia . Nasze instytucje kierujące państwem są niepoważne od nadmiernej kontroli wszystko wyciąć w pień nikt poza dużymi nie otworzy OSK do nadmiernej liberalizacji ( biuro w samochodzie natomiast złoty środek jest pośrodku a nie chulaj dusza piekła nie ma. Idąc tym tropem PO CO TEORIA PRZECIERZ UMIE NASTĘPNIE PO CO JAZDA!!! JEŹDZIĆ TEŻ UMIE I co się będzie działo na drogach owszem niektóre OSK powinny zniknąć ale od tego są organy kontroli. Pozdrawiam. 2009-02-04 |
Forum |